O autorze
Dobry rocznik ’68. Były dziennikarz sportowy znany w pewnych kręgach jako „pirat z Lillehammer”. Współprowadzący „Apetyt na zdrowie” (z Kasią Dowbor). Następnie dramaturg i scenarzysta. Na liczniku 5 sztuk teatralnych (m. in. „Keczup Schroedera” i „Usta Micka Jaggera”), 3 filmy fabularne („Biała sukienka”, „Skrzydlate świnie”) i około 650 odcinków 13 różnych seriali telewizyjnych (m. in. „39 i pół”, „Kasia i Tomek”). Hobby: spanie, alkohol, wyścigi na żużlu. Nie zna się na niczym, więc może pisać o wszystkim. Jak każdy w necie

Cholera, jednak można...

Obejrzałem sobie właśnie "Pogrzebanego". Cholera, a jednak można! Ile to czlowiek się nasłuchał od różnych producentów: chłopie, wymyśl film, żeby był fajny, ale tani.

No dobra, od biedy nie musi być fajny - ale TANI, TANI!!! Podsuwali przykłady: a to "12 gniewnych ludzi" (niby akcja w jednym pokoju, ale te gaże dla aktorów...), a to "Blair Whitch Project" (kamerka i lasek - tyle że znowu ci aktorzy), a to znowu - całkiem już niedawno - ten kataloński horror, co to się cały dzieje w jednej chałupie (tyle że znowu kupa aktorów plus jednak jakieś efekty specjalne).



Ale jak kiedyś wymyśliłem film, który dzieje się w kontenerze płynącym przez ocean - to mnie wyśmiali. Ale że jak - po ciemku? No, po ciemku, bo emigranci płyną, są nielegalni - więc po ciemku. No to niech sobie choć przypominają własne życie? Retrospekcje jakieś, rozświetlona łąka, włosy na wietrze, coś... Eeee, a może nie? Może bez retrospekcji? Chłopie, nikt tego nie obejrzy! Półtorej godziny w ciemnym pudle? Jesteś nienormalny! Ale to będzie tani film! Ale nie, błagam! Ma być tanio, ale musi być jasno!

No i co? No i scenarzysta Sparling i reżyser Cortes udowodnili, że jednak można. Wymyślili i wykonali film, przy którym płynący przez morze kontener wydaje się być luksusową i nader przestrzenną lokacją. Kto nie widział: facet przez półtorej godziny zamknięty jest W TRUMNIE. I po ciemku (no dobra - przyświeca sobie zapalniczką i telefonem).

Obejrzałem z, że tak powiem, "zawodową ciekawością" - jak chłopaki wybrną z tej klaustrofobii. I co z tymi wszystkimi skokami napięcia tudzież punktami zwrotnymi. No i wybrnęli! Może ten wąż był trochę przeginką, ale rany Boskie, w takich warunkach nie wolno mieć pretensji o węża! Ja bym chyba oszalał, gdybym dostał zadanie: facet leży w trumnie i w 50 minucie COŚ się musi wydarzyć, jakaś akcja, walka, ruch na ekranie. A teraz siadaj i kombinuj... Brrrr!!!

A oni dali radę! Ludzie dzielą się albowiem na tych, którzy realizują własne pomysły - i na tych, którzy nie realizują.

No nic, nieważne. To chociaż zapraszam na "Piąty Stadion". Nie dzieje się w trumnie i jest normalnie świecone. Plus piwo. 17 z 60 odcinków jest moich.

Ale nad tą trumną, przyznam, że się zadumałem...
Trwa ładowanie komentarzy...