Cud Tuskowy

Oto byłem świadkiem cudu. Nawet nie świadkiem... ja wiem?... użytkownikiem? Czy można być "użytkownikiem cudu"? Co takiego się właściwie wydarzyło? Otóż z Warszawy do Międzywodzia (odległość ta sama, co do Miedzyzdrojów) dojechałem w 4 godziny i 10 minut.

Normalnie: jak w Niemczech! Rany Boskie - każdy, kto zna trasę z Warszawy na Poznań, wie o czym mówię: nie ma już masakry do Błonia, nie ma tych podrygów nerwowych do Sochaczewa, nie ma orlej koncentracji wzroku na odcinku Sochaczew-Łowicz (jedyny, na którym dało się jakoś te TIRy wyprzedzać). Nie ma świateł w Łowiczu i zjazdu na Łódź. Nie ma kaskady świateł w Głownie. Krótko mówiąc: Stryków osiąga się - UWAGA!!! W 45 minut!!! Licząc od rogu Powązkowskiej i Trasy AK...



Wiem, że jeśli się z tego cieszę, to nie jestem prawdziwym Polakiem, będąc patriotą powinienem raczej zauważyć, że na pewnym odcinku nie ma warstwy ścieralnej i przez to są wyboje, a poza tym to w ogóle nic nam się nigdy nie udaje - i tego się trzymajmy, bo to nas trzyma w kupie.

Ja to wszystko wiem - ale i tak się cholernie cieszę, że - po 20 latach męki (w moim przypadku) do Łodzi z Warszawy jedzie się o GODZINĘ szybciej :)))))

I wyłącznie w tej sprawie napisałem niniejszy tekścik...
Trwa ładowanie komentarzy...