• Cud Tuskowy

    Oto byłem świadkiem cudu. Nawet nie świadkiem... ja wiem?... użytkownikiem? Czy można być "użytkownikiem cudu"? Co takiego się właściwie wydarzyło? Otóż z Warszawy do Międzywodzia (odległość ta sama, co do Miedzyzdrojów) dojechałem w 4 godziny i 10 minut. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Już się zaczęło

    Co się zaczęło? Euro. Oni już tu są! CZYTAJ WIĘCEJ
  • Krakusi i ich cholerny hejnał...

    Co łączy Bolesława Prusa ze współczesnym dziennikarzem "Daily Mirror"? Oczywiście krytyka hejnału z Wieży Mariackiej... CZYTAJ WIĘCEJ
  • Koko, koko, dla mnie spoko!

    Najbardziej w naszym nowym, oficjalnym hymnie Euro ujął mnie ów "kurzy element", czyli słynne "koko". Kto poza mną pamięta jakie zwierzę prowadziło (muzycznie) do medalu ekipę Piechniczka w roku 1982? Przypominam: to była KROWA. No to dlaczego teraz nie może być to kura? CZYTAJ WIĘCEJ
  • Cień ulicy Franciszkańskiej

    Moja ulica kiedyś była ulicą wielkomiejską, teraz jest uliczką osiedlową. Co z tego, że leży w samym centrum? Czytałem o niej wiele razy, nawet u Isaaca Singera, ale nigdy jej nie widziałem. Nie w poprzednim wcieleniu. I wreszcie - mam ją! CZYTAJ WIĘCEJ
  • Terror Starszych Panów

    Słucham tego jak bajki o żelaznym wilku: oto w latach sześćdziesiątych całe kamienice (klatki schodowe? piętra?) zbierały się u sąsiada z telewizorem, żeby oglądać... Kabaret Starszych Panów... CZYTAJ WIĘCEJ
  • Efekt cieplarniany - brrrr!!!

    20 lat temu na falach Radia Zet bolałem nad końcem sportów zimowych. Zimy były wtedy ciepłe bezśnieżne, narciarze pili w barach, a naukowcy straszyli, że jak ktoś się za dużo psika pod pachami to już w ogóle jest sabotażystą, gdyż masakruje ozonosferę. Właśnie albowiem przez te wszystkie dezodoranty już za 20 lat wszyscy mieliśmy utonąć w ciepłym morzu... CZYTAJ WIĘCEJ
  • Cholera, jednak można...

    Obejrzałem sobie właśnie "Pogrzebanego". Cholera, a jednak można! Ile to czlowiek się nasłuchał od różnych producentów: chłopie, wymyśl film, żeby był fajny, ale tani. CZYTAJ WIĘCEJ
  • [ KRÓTKO ]

    Obiecałem sobie, że będę pisał trzy razy w tygodniu. Najlepiej w poniedziałki, środy i piątki. Obiecałem też sobie, że nie będę pisał o sporcie. Bo ostatnio w kółko piszę albo o piłce, albo o żużlu. I tak na zmianę. Albo gadam o tym do kamery. No ile można? I nadszedł poniedziałek - i co? Polonia przegrała w Kielcach 0:3, a jednocześnie okazazało się, że żużlowiec Falubazu Davidsson ma połamane żebra. Ponieważ w tej sytuacji nie jestem w stanie myśleć o niczym innym - nie jestem też w stanie pisać o czym innym. A miała być kultura, sztuka, filozofia i przeróżne inne przemarsze wojska. Cholerne kibicowanie - gorzej niż alkoholizm :-( PS: może do środy nikt mi niczego nie przegra i nikt mi się nie połamie - wtedy napiszę coś o Schopenhauerze. Albo chociaż o kiszonych ogórkach...
  • PISMO – REAKTYWACJA!

    Szykowała się niezła masakra! Masakra podstaw naszej kultury. Słowo pisane było w odwrocie. Wydawało się, że nieodwołalnie. Ludzkość definitywnie dała sobie spokój z pisaniem listów. Na świat wypełzły komórki – najpierw centertelowskie cegły, po chwili małe, poręczne cacka. Po co pisać i lizać znaczki – skoro do każdego można zadzwonić? I nie ma już, że „wyszedł z domu” („żeby telefon przy tyłku nosić…” – zadziwiła się moja teściowa w roku 1996). A mało kto jeszcze słał z tych komórek smsy – tedy imperium słowa pisanego stopniało do książek, gazet i pism urzędowych. CZYTAJ WIĘCEJ